Wstęp
Celem wyprawy było odwiedzenie Słowacji i spróbowanie swoich sił w górzystym terenie. W założeniach było pojechać dalej, ale po drodze zdecydowaliśmy wrócić trochę wcześniej, ale za to bez pośpiechu. Wyprawa Trwała od 11 września 2008 (późny wieczór) do 17 września 2008 (poranek). Odwiedzane większe miasta patrz mapka na dole. Cała relacja poniżej.
Dzień 1
Wyprawę rozpoczęliśmy podróżą pięknym środkiem transportu zwanym koleją PKP. Oczywiście z całymi urokami związanymi z tym. Z wymianą zdań z panią konduktor na czele ;) Po dojechaniu na miejsce i spakowaniu się na rowery wyruszyliśmy w stronę Krościenka nad Dunajcem. Niestety przyszło nam jechać bardzo ruchliwą trasą. Stąd bardzo szybko pojawił się pomysł zboczenia na podrzędne ulice. I tak skręciliśmy na szlak drewnianych domów (lub coś takiego). Tam natknęliśmy się na drewniany kościółek, który jak się okazało był w trakcie powodzi tysiąclecia zalany do połowy wysokości. Na podstawie napotkanej mapie podjęliśmy decyzje, że dalej pojedziemy szlakiem papieskim. I tak rozpoczęliśmy swoją pierwszą wspinaczkę w Pieninach. Jednakże trasa stawała się coraz bardziej niedostępna i męcząca. Stąd poszukiwania miejsca na posiłek i tu naszym oczom ukazała się polana nad strumieniem, gdzie nażarliśmy się na zapas :D. Po zaczerpnięciu wiedzy u miejscowych (jedyne co zrozumiałem z ich gwary to, że rowerami się tam nie da przejechać, więc im uwierzyliśmy). Zniechęceni wróciliśmy na ruchliwą trasę do Krościenka. Po drodze wspinając się w pełnym upale na przełęcz Snozka (653 m n.p.m.). A następnie dłuuugi zjazd z ciągłą obawą czy sakwy przy 50km/h nie spadną wprost pod ciężarówkę lub koło kolegi (a zdarzało się to wcześniej przez źle naciągnięte paski).
Dzień zakończyliśmy spacerem w Pieniny na szczyt Sokolica
Dzień 2 – prawdziwy początek
Nasza wyprawa faktycznie rozpoczęła się w niedzielę. Wyruszyliśmy w stronę Słowacji bez specjalnie określonego celu. Osoby jadące na przedzie często wybierały drogę “na czuja” co kończyło się późniejszym studiowaniem mapy na większych skrzyżowaniach. Połowa grupy nawet nie zauważyła przekroczenia granicy, zapewne dlatego, że był to jedynie zdezelowany szlaban na stałe otwarty. Miłą odmianą dla poprzedniego było, że jechaliśmy względnie mało ruchliwymi ulicami. Oprócz małego kawałka gdzie musieliśmy się podzielić na mniejsze grupki. Słowacja zdecydowanie urzekła nas już na początku mniejszym zaludnieniem a przez to ujmującą kameralnością. Okazało się także na pierwszych zakupach, że drogo to nas ta wyprawa także nie będzie kosztować – zakupy za 20zł dla 5 osób to chyba nie wiele jak na to co się spodziewaliśmy. Co prawda były to tylko podstawowe produkty takie jak mleko, chleb, coś słodkiego i piwo ;)
Po opuszczeniu Starej Lubownej podążyliśmy dalej w stronę południa. Bo przejechaniu paru kilometrów bardzo ruchliwą trasą wjechaliśmy na boczne ulice prowadzące przez słowackie wioski. Rozkoszując się słońcem i możliwością jechania całą szerokością drogi podążaliśmy dalej mijając kolejne wioski.
Zbliżający się wieczór zmusił nas do poszukiwania zawsze potrzebnej wody na wieczór. Nasze poszukiwania były na tyle niecodzienne dla mieszkańców, że sami zapytali czego szukamy. I tak wskazali nam dwa bary gdzie mogliśmy zakupić “mineralke”. Jako, że był to bar to do wody dokupiłem po kilka Smadnych Mnichów na wieczór. Po zakupach napotkaliśmy wielkie wyzwanie w postaci 12% podjazdu. Tutaj osoby bardziej obciążone pakunkami musiały podprowadzić rowery. Jednakże widok z góry rekompensował wspinaczkę. Rozciągające się pola i góry zapierały dech w piersiach. Po zjechaniu do kolejnej wioski postanowiliśmy rozpocząć poszukiwania noclegu. Kolega wysłany na zwiady znalazł idealnie do tego nadającą się polanę otoczoną wysokimi krzakami na skraju wioski na Bajerovce. Staraliśmy się by nie zauważono naszej obecności w wiosce. Jednakże nie udało się tego dokonać. Jak się rano okazało prawdopodobnie cała wioska o nas wiedziała, lecz okazali się dla nas mili i pomocni.
Dzień 3
Jak już wspomniałem z rana (po 3 godzinach pakowania) wyruszyliśmy z naszej polanki. W wiosce napotkaliśmy mieszkańców, którzy bardzo chętnie pomogli nam. Wskazali sklep, który okazał się być na drugim końcu miasta ;) Zaprowadzili do źródła, które było w wiosce. Woda w źródle nie pachniała może wyśmienicie, ale wierzymy, że była krystalicznie czysta ;) I już byśmy ruszali gdyby nie defekt łańcucha … Tym samym rozpoczęliśmy drugie śniadanko, z naprawą w tle, a co na wakacjach byliśmy :D Wyprawa rozpoczęła się od sporego wzniesienia, ale za to zjazdu, na którym co niektórzy wariaci przekraczali ograniczenie prędkości – osiągając 80 km/h. Dalej to już tylko jazda po małych wioskach wioseczkach. Ucieczka od deszczu na Zastavce z rumuńskimi dziećmi. Jako, że zdecydowaliśmy się na trudniejszą wersję trasy za wioskę, w której odpoczywaliśmy czekał nas 2h podjazd. Dla większego efektu trasa wiła się jak serpentyna z dużymi różnicami wysokości. Obietnica pięknych widoków dodawała sił, lecz nie to było nam pisane. Pod koniec podjazdu zastała nas burza.
Jak tylko zebrała się cała grua na wzniesieniu. Rozpoczęliśmy szaleńczy zjazd w warunkach delikatnie mówiąc nie przyjaznych (burza, urwanie chmury, słabo przymocowana mapa, brak hamulców). Po półgodzinnym zjeździe okazało się, że część hamulców została na feldze w postaci czarnej rozmazanej mazi… (Uwaga: hamulce tarczowe w tym przypadku okazują się nieocenione!) Po kilku kilometrach ukazał się nam piękny zamek Spissky Hrad. Na który, w zamiarach mieliśmy wejść w dwóch grupach jednakże nie udało się ze względu na brak czasu. Po okrążeniu zamku (małe błądzenie ;) ), zajechaliśmy do miasta Spisski Hrad, gdzie zrobiliśmy zakupy (trochę chleba, słodyczy i piwko). Za miastem zboczyliśmy w stronę małej wiosce, w której okazało się, że Pani sprzedawczyni/sołtysowa może nam użyczyć pola za sklepem. Była też tak miła, że schowała nam rowery do domu kulturnego :D Ludzie z małych wiosek na słowacji są równie gościnni co Polacy :D Nauczeni doświadczeniem zamówiliśmy chleb na rano ;)



Maj 17, 2009 o 18:18
szkoda ze dokładnie nie zapamiętaliście szczytu na który weszliście w Krościenku -nie Sokolnica tylko Sokolica pozdrawiam i zazdroszczę kondycji
Maj 17, 2009 o 18:33
Raczej zapamiętałem dobrze ;), bo używam sokolica :) A gdzie mam tą literówkę, bo nie mogę znaleźć?
Maj 19, 2009 o 15:31
wiadomość na stronie sołectwa Kosakowo
Maj 19, 2009 o 15:50
Dzięki wielkie za informację, przekaże kolegom, że mają literówkę :) Pozdrawiam serdecznie